RSS
 

Rzecz o mych starych aparatach…

11 lis

 

    Nie jestem kolekcjonerem. Jestem wyszperywaczo – zbieraczem, albo po prostu lamusiarą:)
Kolekcjonowanie kojarzy mi się z bogactwem, a ja bogata jak na razie nie jestem. Swoje „cudeńka” wynajduję na pchlich targach, w babcinych szopach, ewentualnie allegro. Po minimalnych kosztach, ale z maksymalną radością. A że zawsze miałam miękkie serce i wszystko co biedne, opuszczone, smutne i zaniedbane wzbudzało we mnie wszelkie pokłady współczucia, tak i w tym przypadku, im biedniej wyglądający eksponat, tym większa we mnie chęć by mu pomóc i otoczyć opieką.
   Stare aparaty darzę szczególnymi względami. Piękne przedmioty, precyzyjna konstrukcja i świat zatrzymany jednym pstryknięciem migawki. Wspaniali czarodzieje pozwalający dotknąć tego co już minione, poczuć to co nieuchwytne. Stare fotografie zawsze wzbudzały we mnie duże emocje – wzruszały, rozśmieszały skłaniały do zastanowienia i niejednokrotnie do „pogrzebania” w historii. Stare zdjęcia rodzinne zawsze będą dla mnie niezwykle cenną pamiątką. Dlatego bardzo szanuję ich „sprawców” i jeśli tylko mam okazję, staram się zapewnić im godziwą emeryturę. Przeczytaj resztę notki »

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii ze strychu

 

Bo ważna jest pasja.

06 lis

 Cenię w ludziach pasję, jakkolwiek by na to nie patrzeć. Ja na przykład, z pasją gapię się w sufit i delektuję przypalonymi ziemniakami. Jak powszechnie wiadomo, z sufitu nie wydobywają się żadne rozwiązania dręczących nas problemów, a spalenizna roi się od wolnych rodników i substancji rakotwórczych. Więc to musi być pasja. Z pasją nie wygrasz. Pasja czyni Cię szczęśliwszym, ciekawszym, dodaje energii i pozytywnie nastawia do świata. Gapienie się w sufit mnie relaksuje, a przypalone ziemniaki najwidoczniej zwiększają produkcję serotoniny, bo z lubością wyszukuję coraz to bardziej przyfajczonego i pochłaniam go z uśmiechem. Poza sufitem i ziemniakami rządzi mną jeszcze kilka pasji. Jak już wspominałam, z pasją szperam w starociach, zwiedzam ruiny, oglądam filmy o gangsterach i gromadzę na półkach różne niekoniecznie użytkowe, ale w moim bardzo subiektywnym odczuciu niezwykle piękne przedmioty, jak: zardzewiały aparat fotograficzny, zepsute radio, spróchniała ramka, bliżej nieokreślone naczynia, a nawet guziki z munduru mojego dziadka. Z pasją czytam. Nie zawsze to co polecane i uznane za arcydzieło. To mnie czasem męczy i brak mi pewności czy to ja nie ogarniam, czy też dzieło jest nieogarnięte. Z pasją robię po swojemu. Czasem coś namaluję – jak nie gangstera to anioła, ewentualnie jakiegoś golasa, Czasem coś wydziergam. Częściej zacznę, rzadziej skończę – więc to chyba nie jest już pasja. Pasjonują mnie talenty innych. Śpiewających, piszących, malujących, grających, tańczących, robiących coś z niczego i tych sprawiających wrażenie. Z pasją myszkuję w tikejmaksie i lumpeksach. Czuję radość, gdy znajdę coś pięknego (w swym nadal bardzo subiektywnym odczuciu). Pasja mnie rozwija i ćwiczy silną wolę. Z pasją oglądam i przymierzam buty, dotykam ich miękkiej skórki, mówię im że są piękne, po czym odkładam na półkę przekonując wolę, że nie potrzebujemy kolejnej pary i mamy ważniejsze wydatki w tym miesiącu. Z pasją słucham muzyki, najchętniej w samotności – nic tak nie odbiera przyjemności słuchania, jak czyjeś „ścisz trochę” czy „nie masz nic innego?”. Z pasją przeklinam. Najczęściej głupotę. Czas – bo mija za szybko albo za wolno – w zależności czy jestem w pracy, czy nie. Samochód – bo gaśnie na światłach, albo jedynka nie wchodzi. Obowiązkowo innych kierowców, dziury w drodze, rząd, premiera, brak podwyżki i psie kupy na trawniku. Pasja może być nałogiem, a nałóg może być pasją. Sherlock Holmes z pasją palił fajkę i przyskrzyniał bandytów. Casanova pasjonował się seksem, Elizabeth Taylor brylantami, a Sinatra Jackiem Danielsem. Życie bez pasji traci sens, jest nieciekawe i monotonne. Ale przynajmniej śpi się dłużej.  Moją nową pasją jest nie oglądanie TV, nie dowiadywanie się co słychać u Justina Bibera i nie wnikanie, czym zajmuje się trichopterologia. Przecież z pasją żyje się łatwiej!

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii o mnie

 

Gangsterzy dobrzy na wszystko…

01 lis

  Czasem naprawdę myślę, że urodziłam się w nieodpowiednim czasie. Oczywiście nieodpowiednim dla mnie, bo za innych wypowiadać się nie będę. Miejsce też pozostawia wiele do życzenia, ale to przynajmniej zawsze można zmienić. I nic nie pomoże, że znów modne są kapelusze, po ulicach jeździ nowa wersja garbusa, można wypić drinka w „knajpie z klimatem”, a Scorsese kręci kolejny film, w dodatku o Sinatrze (aż się boję kto go zagra). Uwielbiam filmy w    klimacie gangsterskiej Ameryki, groźnych panów w kapeluszach, panie w szmince i etoli, a wszystko okraszone jazzem sączącym się gdzieś z kąta sali. Mogę je oglądać w kółko i nie godzę się, że Coppola nie nakręci już kolejnej części „Ojca Chrzestnego”, Frank nie zmartwychwstanie, a do kapelusza trza założyć trendy trampki ;) Jedynie na ulicy jeszcze czasem PRAWDZIWY GARBUS pocieszająco mrugnie światłami…

Wiem, że ZŁY to ZŁY, nie ważne czy w kapeluszu czy w dresie. Nie chodzi o ocenę moralną, tylko o całą tą otoczkę, która sprawia, ze nie mogę się napatrzeć. Kolory, dźwięki, wnętrza i to co poza nimi. I oczywiście moda. Niech mi ktoś powie ze władza, siła i nieugiętość nie dodają charyzmy, a biała koszula, mucha i kapelusz nie oblekają tego w elegancję i nie wysubtelniają tego, co z natury subtelne nie jest? Vito Corleone staje się autorytetem,  a Michael (Al Pacino) przystojnieje w oczach. Aż chciałoby się mieć ich w rodzinie:)

Co zrobić gdy świat okazuje się za bardzo aktualny? Iść poszperać. Ale wcześniej wypić dobrą kawę i nastroić się ulubioną muzyką. A po wszystkim obejrzeć dobry film lub poczytać książkę. Sobotnie sprzątanie zdecydowanie odłożyć na później. Taki mam plan na jutrzejsze popołudnie. Korzystając z okazji, przetrzebić strych i wszystkie babcine szopy. Zabrałam ze sobą nową biografię Sinatry i dawno nie oglądane „Chinatown” Polańskiego. I już się uśmiecham:)

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii z kina

 

Złote czasy radia…

29 paź

Miłościwie panujący Menuet Diora.

      Codziennie jakaś perełka. To byłby plan doskonały. Niestety chyba niemożliwy do zrealizowania. Na początek sukcesem będzie, jeśli to czego rozpoczęcie stało się faktem jawiącym się jako perlyzlamusa.blog.pl, pociągnę ciut dalej. Nie jestem systematyczna, mam mało czasu i często opada ze mnie nawet największy zapał. Teraz też nie wiem co pisać, nie mam jasnego tematu, więc gram na zwłokę, w nadziei, że w trakcie trafi mnie TA myśl.

   Rok temu spełniło się moje wielkie marzenie. Zamieszkałam we własnym mieszkaniu. Co prawda, mieszkanie przez długie lata będzie jeszcze bardziej BANKU niż moje, ale sama możliwość mówienia że „jestem u siebie” (co potwierdzają dane właściciela widniejące na wszelkich pismach urzędowych) jest bezcenne. Tym którzy przez lata tułali się „za pracą” po różnych miastach i gnieździli w wynajmowanych „lokalach” nie muszę tłumaczyć o co chodzi. No dobrze. Jest mieszkanie, malutkie, ale JEST. Więc teraz trzeba je urządzić. Małym kosztem i lamusowo. Już na samym wstępie okazało się że jedno może skutecznie wykluczać drugie. Stare zabytkowe meble szybko musiałam wybić sobie z głowy. Więc jak zrobić, żeby było lamusowo? Wtedy przypomniałam sobie o starych radiach, cudem uratowanych z deszczu i wywózki nie wiadomo gdzie…Tak…Tak… Radia (dwa) były w moim rodzinnym domu od zawsze. Najbardziej pamiętam je z czasów gdy stały w piwnicy pod schodami, żeby nikomu nie przeszkadzać. Wydawały mi się ogromne i nie z tego świata, no i dość obciachowe w porównaniu do sprzętów RTV królujących w latach 80-tych. Radia z piwnicy wywędrowały do przydomowej szopy i stały tam aż do tego tragicznego momentu. Dodam, że w tym czasie gdzieś głęboko we mnie powoli rozwijał się już zarodek lamusiarstwa. Było zimno, wietrznie, a deszcze niespokojne potargały pewnie niejeden sad. Ze spuszczoną głową, powoli wracałam do domu po ciężkim tygodniu (albo i dwóch) studiowania, gdy nagle przed bramą oczom mym ukazały się dwa stare radia i jeden telewizor, stojące w deszczu i chłodzie i czekające, aż ktoś je stąd zabierze. Chyba się wtedy wściekłam. Nakrzyczałam na mamę, że przecież ja sobie to kiedyś zabiorę, że takie to piękne jest i jak tak w ogóle można, po czym zatargałam je z powrotem do rzeczonej szopy. I stało się. Jestem u siebie, radia stoją w szopie, w mieszkaniu jakby mało stylowo, więc chyba najwyższa pora obietnice i groźby obrócić w czyn. Tak oto radio marki DIORA MENUET ( to większe i bardziej obciachowe) stoi na nielamusiarskiej komodzie i zadaje szyku. KRÓL. Radio własnoręcznie odnowiłam, dokupiłam brakującą gałkę, niestety po tym co przeszło, jego wnętrza nie dało się uratować.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii ze strychu

 

Witajcie w lamusie!

13 paź

Ktoś jeszcze pamięta ten program w TVP? A może nawet ktoś go lubił? Ja na pewno. Ale nie będzie tylko o filmach z lamusa. Będzie z lamusa – o wszystkim. Bo od tego programu zaczęła się moja miłość (bez obaw, nie do Zygmunta Kałużyńskiego, choć miło go wspominam;)) do klimatu starych filmów, Franka Sinatry i wszelkich przedmiotów, które mi się z tym kojarzą. A że dodatkowo kocham ciuchy i buty, no to wiadomo…że bez tego się nie obejdzie!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii o mnie