RSS
 

Notki z tagiem ‘anioł’

Anioły z lamusińskiego nieba

08 gru

        Babcia mi mówiła, że wiatr to nic innego jak trzepot anielskich skrzydeł. Przez ostatnich kilka dni musiało ich fruwać w takim razie bardzo dużo. I mówiła jeszcze, że każdy ma swojego anioła. Że chodzi za mną krok w krok i sprawdza czy nic złego mi się nie dzieje. I że nie mogę go zobaczyć, ale mogę odczuć jego obecność. Strasznie mi wtedy w głowie namąciła. Bo jak można kogoś poczuć, a nie zobaczyć? Czy to duch? Nie, Anioł Stróż. Czy ktoś go widział? Pewnie nikt. Ale pewnie większość z Was doświadczyła kiedyś jego działania. Trochę jak ze Świętym Mikołajem, tylko że z niego akurat się wyrasta. Anioł zostaje z nami na zawsze. I jak na wysłannika niebios przystało jest doskonale dobry, szlachetny i mądry. Można by długo dywagować o aniołach w kulturze, rozprawiać na temat wiary i psychologicznego aspektu ich istnienia, ale nie o to mi akurat chodzi. Mnie zawsze ciekawi, jak anioły widzą inni.

Lamusińskiej anioł własny

Nie ma wdzięczniejszego tematu we wszelkich plastycznych sztukach, niż one. Bo poza tym, co o nich wiemy – że mają skrzydła i postać ludzką – reszta jest już tylko własną fantazją. Ile ludzi tyle aniołów. Nie ma dwóch identycznych (nie licząc tych odlewanych taśmowo od formy). I tu – jak i wszędzie – tendencja jest teraz taka, by nie ludzi do aniołów upodabniać, ale jak najbardziej uczłowieczyć anioła. Ubrać go modnie, uposażyć w gadżety, a nawet dać wyraz temu, że i anioły swe słabości mają – sądząc po okazałych brzuchach – najczęściej kulinarne. Daleko im do Serafinów, Cherubinów i Archaniołów z obrazów El Greca, Santiego czy Tycjana. Mój Anioł też jest uczłowieczony, a właściwie ukobiecony. Wisi na ścianie jako wypadkowa subiektywnej wizji, inspiracji cudzym talentem i posiadanych możliwości malarskich. O dziwo, nie jest w kapeluszu i nie paraduje z Sinatrą pod rękę ;) Namalowałam go zaraz po tym, jak skończyłam malować ściany, więc był pierwszym domownikiem. Po mnie i muchach oczywiście. Patrzę na niego codziennie przed snem i po przebudzeniu. Teraz też. Tak sobie czasem „siedzimy” na wprost siebie i dumamy. Ja i mój Anioł. Chyba nie oddałabym go za żadne pieniądze. Mimo, a może właśnie dlatego, że nie jest doskonały – od roku funkcjonuje jako „niedokończony”( na co nikt inny oprócz mnie nigdy nie zwrócił uwagi). Przez to może jeszcze bardziej ludzki.

Anioł autorstwa Marty Sokół

  Nie myślałam nigdy, że anioł może być lamusowy. Zabytkowy, owszem, ale takich się na strychu nie upycha ani ze starych i sponiewieranych tam rzeczy nie tworzy. Tak mi się zdawało. Jednak jakiś czas temu, wśród niezliczonej ilości wspaniałych aniołów tworzonych przy pomocy jedynie talentu i rąk własnych, trafiłam na niezwykłe okazy. W „Galerii pod Aniołem”- bo o niej tu właśnie mowa – wśród pięknych starych przedmiotów, mieszkają anioły prawdziwie lamusowe, zrobione ze starych skornikowanych desek, starych blach, drutów i innych różności, wśród których dopatrzyłam się chyba nawet zużytych części maszyn. Najbardziej lamusowe niebo, jakie widziałam! I od razu poczułam, że to mogłoby być moje niebo.

Galeria pod Aniołem

     Bo gdybym miała stworzyć „Anioła z lamusa” to chciałabym, żeby wyglądał jak jeden z nich. Nie zrobiłabym tego lepiej niż ich autorka, Marta Sokół. Czuć w nich prawdziwą pasję i radość tworzenia, a sama galeria jest miejscem niezwykłym, nierzeczywistym, prawdziwie magicznym. Anioły są wszędzie: w progu witają z iście anielską przekorą „ ci co ten próg przekraczają, czego nam życzą niech i sami mają”, przesiadują na schodach, zabytkowych szafkach, parapetach. Jeżdżą starym wiejskim wozem, łapią drzemkę na spróchniałym pieńku i debatują przy starej beczce.Bądż szczęśliwy teraz. Czuj się dobrze teraz. To jedyne,co musisz robić.” pisze autorka na swojej stronie. Ja czuję, że żeby się uszczęśliwić, muszę te cuda zobaczyć na własne oczy. I zwyczajnie, po ludzku, wcale nie po cichutku, ale ze szczerym uśmiechem, troszkę jej tego lamusowego skrawka nieba  zazdroszczę…