RSS
 

Notki z tagiem ‘dietrich’

Błękitny romans.

08 lut

         

        Ona – femme fatale. Atrakcyjna i niezależna. Tajemnicza i uwodzicielska. „Stop najtwardszej stali i jedwabiu”. On – ambitny i nieprzewidywalny. Lojalny i troskliwy. Awanturnik i kobieciarz. „Osiemnastokaratowy maniak depresyjny”. Do niej mężczyźni zlatywali się niczym ćmy do płomienia, On podobno szedł do łóżka z każdą, która się nawinęła. Ona wprowadziła na nowe tory film, On muzykę rozrywkową. Ona słynęła z niezwykłych umiejętności (nie tylko aktorskich), On z niezwykłego instrumentu (nie tylko głosowego). Ona przespała się z prezydentem Kennedym, On przespał się z jego żoną. Ona uwiodła Judy Garland, On uwiódł ją również. Kiedy poznali się osobiście, Ona miała lat 41, On 27, a ich romans przez długie lata pozostawał tajemnicą.

  Dwa lata po ich pierwszym spotkaniu, w liście do córki Ona napisała „ cały czas wydzwania do mnie ten nieśmiały smarkacz (On). Przyślę Ci jego płyty”. Kilka miesięcy później, podczas gry w karty, On oznajmił swoim towarzyszom, że zaraz w apartamencie zjawi się Ona, co nastąpiło. Ona, niezniechęcona licznym towarzystwem przy stole, posłała zgromadzonym skromny uśmiech, po czym pozwoliła, by On wziął ją za rękę i zaprowadził do sypialni. Na przestrzeni kolejnych lat spotykali się jeszcze wielokrotnie. On przestał wyglądać jak smarkacz, Ona zaczęła być panią po pięćdziesiątce. On w jej ramionach szukał pociechy po rozstaniu z  kolejną żoną, Ona koiła samotność po wyjeździe kolejnego kochanka. On pił na umór i zastanawiał się, jak to możliwe, że nikt o nich nie wie, Ona napisała w swym dzienniku, że jest czuły i słodki. Wystąpili razem w filmie. Tylko jednym. On był pianistą w saloonie, Ona była tam hostessą. Ona nie była miłością Jego życia. Jej też zdarzyło się kochać bardziej. Ale swojej córce wyznała, że „był jedynym czułym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek znała”.

Ona – Maria Magdalena Dietrich – piła, paliła, uwodziła. Brała od życia to co chciała.

On – Francis Albert Sinatra – pił, palił, uwodził. Brał od życia to co chciał.

Ona była „Błękitnym Aniołem”.  O nim mówili „Błękitnooki”.

 

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii z kina

 

Wielka kariera małego zbrodniarza.

30 gru

Jego szkodliwość udowodniono już w połowie minionego wieku, ale dopiero w ostatnich latach zgotowano mu prawdziwą zagładę, za nic mając wkład w kulturę masową, kreowanie image’u, a nawet swoiste zasługi aktorskie. Kiedyś synonim emancypacji, tajemniczości, a nawet elegancji. Obecnie tępiony i prześladowany jak nigdy wcześniej. Papieros. Mistrz drugiego planu i najprawdziwszy gadżet ubiegłego stulecia. I choć wszystkie stawiane mu zarzuty wydają się słuszne, to przyznać trzeba, że przy przysłowiowym małym dymku zrodziło się kiedyś wiele wielkich karier.

„Wielki sen” z Humpreyem Bogartem i Lauren Bacall

Do kina wtargnął wraz z odzianą w męski frak Marleną Dietrich, czyniąc z niej przy okazji symbol seksu lat 30 – tych. Były to początki kina dźwiękowego i jak się później okazało wielkiej filmowej kariery papierosa. Wydawać by się mogło, że film dźwiękowy, jako sam w sobie wyższy poziom kinematograficznego rozwoju, nie potrzebuje żadnych dodatkowych bodźców, aby widza do siebie przyciągnąć i dodatkowo jeszcze zachwycić. Nic bardziej mylnego.  

Aktorzy pozbawieni wsparcia fonii, opisywali zdarzenia, oddawali przeżycia i nastroje za pomocą gestu i mimiki, w wielu przypadkach, w fotograficzny wręcz sposób oddając stany i zawiłości ludzkiej psychiki. Niemy obraz skłaniał do większej uwagi, pobudzał wyobraźnię, trzymał w niepewności i napięciu, które rozwiać mogło dopiero pojawienie się planszy z napisami. Kino dźwiękowe, zwłaszcza w swych początkach, tak zachłysnęło się swym wynalazkiem, że na plan dalszy zepchnęło obraz. Problem z ich przyjęciem mieli zarówno przyzwyczajeni do kina niemego widzowie jak i sami aktorzy, którzy często ówczesne dialogi uważali za prymitywne i banalne. Spencer Tracy na przykład, sztukę grania w dźwiękowcu sprowadzał do „nauczenia się tekstu i uważaniu, by nie obijać się o meble”.

I tu na ratunek przyszedł Pan Papieros. Aż dziw bierze, ile papierosów wypalano w ówczesnych filmach. Krótkie nieme sceny, w których bohaterowie zapalają papierosa czy zaciągają się dymem, paradoksalnie zawierają najwięcej emocji. Wielki aktor, John Barrymore twierdził wręcz, że filmy dźwiękowe znieść można jedynie dzięki umiejętnemu manewrowaniu papierosami. „Opracowałem dwadzieścia sposobów zapalania oraz tyleż samo pozycji przy wypuszczaniu dymu. Ocaliłem kupę filmów w ten sposób, tytoń był lepszy od dialogu”. W dymie nikotynowym rozgrywały się najważniejsze filmowe sceny.

Marlon Brando

Marilyn Monroe

Papieros stworzył niezapomniane duety z Humpreyem Bogartem, Jamesem Deanem, Johnem Waynem, Marlonem Brando, wspomnianą Dietrich , Lauren Bacall i wieloma innymi wspaniałymi gwiazdami, które trudno wyobrazić sobie dziś bez tego atrybutu. Jego rola nie ucinała się jednak wraz z pojawieniem się napisów końcowych filmu. Był nieodłącznym elementem codziennego wizerunku gwiazd. Panom dodawał męskości i pewności siebie, sprawiając, że osobnik z petem w ustach wydawał się większym macho niż ten bezpardonowo obnoszący się z bronią, dla pań był zaś atrybutem niezależności, a często narzędziem budowania napięcia erotycznego – wszak w oparach dymu powłóczyste damskie spojrzenie nabierało nowej, hipnotyzujacej mocy. 

Artyści uwielbiali pławić się w tytoniowym kłębie. Ten mały dymek w tle był niektórym chyba równie niezbędny, co poklask i uwielbienie publiki. Bez niego nie mógł też obejść się Sinatra, który wielokrotnie popalał, nie tylko w filmach ale i na scenie. „One for my baby” – jeden z jego największych przebojów – bez smutnego, pijackiego dymka nie byłby już tą sama piosenką. Zdjęcia z papierosem zdobią liczne okładki jego płyt. Frank tajemniczy, zamyślony, rozmarzony, osamotniony, łobuzerski, cwany, Frank przegrany i Frank triumfujący – to Frank z papierosem. Frank prawdziwy. Wiarygodny. Bo pomimo całej filmowo – wizerunkowej otoczki, papieros nadawał gwiazdom ludzkiego wymiaru. Niby wielcy i niedostępni, a jednak swoi. Ze słabościami i niedoskonałościami jak każdy. I papierosem, którego można dostać za rogiem.

W dobie antynikotynowej wojny, wszechobecnych zakazów, piętnowania kilkudziesięcioletnich filmów i zdjęć jako propagujących ten niecny dla zdrowia i świata proceder, gwiazdy ( i nie tylko) skrzętnie ukrywają swój nałóg. I choć wciąż zdarza się, że papierosy grają w filmach, to przyłapanie z nim jest istnym skandalem, nie wspominając o paleniu na scenie. W czym mają się zatem pławić współcześni, politycznie przykładni celebryci? Otóż, okazuje się, że postęp wyszedł naprzeciw oczekiwaniom, konstruując e-papierosa. Można spróbować, ale dymek to będzie również nieco trujacy, a do tego przezroczysty, krótkotrwały i sztuczny. I choć zabrzmieć to może nieprozdrowotnie, niewychowawczo, a nawet niepolitycznie, to podsumowanie – jaki dymek taka gwiazda – samo ciśnie się na… palce.

 

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii z kina