RSS
 

Notki z tagiem ‘dracula’

Wampir wampirowi nierówny.

18 lis

 

       Są od zawsze. Jak balonowa guma do żucia i blok czekoladowy. Wampiry. Nieodłączny element mojego dzieciństwa. Analogia pomiędzy nimi jest taka, że kojarzą mi się ze straszeniem. Od gumy i czekolady miały mi wypaść zęby, a filmów o wampirach lepiej nie oglądać, bo nie będę mogła spać, lub co gorsze, w nocy o północy zjawi się taki koło łóżka i będzie chciał wyssać krew. Jak każda mądra dziewczynka i niejeden mądry chłopiec wiedziałam, że w przypadku, gdyby jakiś Nocny Marek z dużymi zębami zainteresował się moja niewinną osobą, warto mieć na szyi krzyżyk święty, a pod poduszką ząbek czosnku i solidnie wystrugany osikowy kołek. Ta wiedza – wyniesiona oczywiście z filmów- nie bardzo mnie uspokajała. Na dodatek starsze rodzeństwo podgrzewało atmosferę różnymi ciekawymi opowieściami z dreszczykiem, które rzekomo wydarzyły się naprawdę, próbując dowieść faktycznego istnienia gatunku ssaka (wrrrrr) nazywanego wampirem. Jakby to, że taki śpi w trumnie, pije krew i przemienia poczciwych ludzi w sobie podobnych, było niewystarczające. Mój dziecięcy wtedy odbiór horroru sprowadzał się do dwóch zasadniczych aspektów: strachu i uldze, ze na koniec wampir i tak zostaje pokonany. Dobro zwycięża zło. Przygoda z wampirami zaczęła się klasycznie i z zachowaną chronologią. Wierni kinomaniacy z lamusa, pamiętają pewnie, ze przed tym, jak „perły” zagościły w „dwójce”, program pierwszy posiadał swój własny cykl „W starym kinie”, goszczący na antenie w każde niedzielne popołudnie.

Nosferatu-symfonia grozy (1922)

Tam obejrzałam „Nosferatu-symfonia grozy”. Pomysł bardzo odważny emitować horror w niedzielę po mszy, ale nie o to przecież w cyklu chodziło żeby straszyć i szokować , ale przypominać niektórym, a innych zadziwiać (np. mnie). Wiadomo że w epoce „Obcych”, „Egzorcystów” i Freddiego Kruegera nikogo nie przestraszy czarno-biały niemy obraz, bez śladu krwi. Ale tam gdzie nie wszystko dosłowne i w pełni pokazane, rodzi się przecież największe pole dla wyobraźni. Cień wampira na schodach sprawiał, że wstrzymywałam oddech, a scenę kiedy hrabia wstaje z trumny pamiętam do tej pory.  Podobno do dziś nie wiadomo, w jaki sposób aktor podnosił się z niej pionowo. No bałam się.

Dracula (1931)

Mniej bałam się Drakuli-amanta granego przez Belę Lugosi (1931) , którego elektryzujące spojrzenie wpijało się w ofiarę (i panie przed ekranem) silniej niż zęby. Nie podobało mi się że ten wampir taki przystojny, bo ładnego trudniej przecież wziąć w niełaskę. Dylemat miałam straszny. Najbardziej bałam się jednak, kiedy obejrzałam „Nosferatu wampir” Herzoga. Przerażał mnie tak bardzo, że przez większość filmu nie wytrzymywałam napięcia i zasłaniałam oczy. Klaus Kinski stworzył porażające mnie wtedy wcielenie zła i brzydoty. Do tej pory nie obejrzałam go ponownie, być może miałabym inne wrażenia:)

Z czasem wyrosłam z dziecinnego strachu, a filmy o wampirach, wilkołakach, zombie i innych babokach przestały wzbudzać moje zainteresowanie. I pewnie nie sięgnęłabym po nie ponownie, gdyby nie saga „Zmierzch”. Obejrzałam, oczywiście po czasie i się pytam: Gdzie te Wampiry? Prawdziwe takie? No niby jest wątek miłosny wampirzo-ludzki i człekozwierza różnego pełno, tylko sam wampir jakiś taki przezroczysty, bez wyrazu, zbyt blady, zimny i mizerny. Rzec by można „bez jaj”. Rozumiem że to wampir-abstynent i zacnie z jego strony, bo w XXI wieku dzielnie walczymy z nałogami, ale czy naprawdę tak ma wyglądać Wampir Naszych Czasów? Krwiopijcy jeżdzą tam samochodami i chodzą do szkoły (wilkołaki też). Są wampiry dobre i wampiry złe, jedne czają się na drugich, a na tych czają się jeszcze inni. Wszyscy mają dodatkowe nadprzyrodzone moce. Niby tego dużo. Tylko samego wampira w wampirze mało.

Gary Oldman i Winona Ryder, Dracula (1992)

      Z sentymentem sięgnęłam więc po „Draculę” Coppoli. I po raz kolejny się tym filmem nie rozczarowałam. Wampir z krwi(!) i kości, niejednowymiarowy, targany uczuciami i wymykający się jednoznacznej ocenie. Przerażający, tajemniczy, niebezpieczny i władczy, ale momentami wzbudzający uczucia. Genialna rola Garego Oldmana. Przerażam się nim i wzruszam na zmianę. Z przewagą „przerażam” jak na horror przystało, choć jeśli już, to film o Drakuli określiłabym horrorem romantycznym. Tych nowoprodukowanych wampirów nie boję się nic. Ani zmierzchowych ani świtowych. Brak im metafizyczności hrabiego Vlada, jego siły i wewnętrznego rozdarcia, godnego najsławniejszych romantycznych bohaterów.  Same zostały wyssane,  zeszły pod strzechy, spiłowały zęby i przeszły na wegetarianizm. Nie wiadomo czy są dobre czy złe.  Czy mamy się ich bać , czy im dopingować. Nawet dzieci bawią się wampirzymi lalkami.  Już bardziej boję się wampirów emocjonalnych, wysysających energię, siłę, optymizm i chęci – na nich można natknąć się naprawdę…

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii z kina