RSS
 

Wielka kariera małego zbrodniarza.

30 gru

Jego szkodliwość udowodniono już w połowie minionego wieku, ale dopiero w ostatnich latach zgotowano mu prawdziwą zagładę, za nic mając wkład w kulturę masową, kreowanie image’u, a nawet swoiste zasługi aktorskie. Kiedyś synonim emancypacji, tajemniczości, a nawet elegancji. Obecnie tępiony i prześladowany jak nigdy wcześniej. Papieros. Mistrz drugiego planu i najprawdziwszy gadżet ubiegłego stulecia. I choć wszystkie stawiane mu zarzuty wydają się słuszne, to przyznać trzeba, że przy przysłowiowym małym dymku zrodziło się kiedyś wiele wielkich karier.

„Wielki sen” z Humpreyem Bogartem i Lauren Bacall

Do kina wtargnął wraz z odzianą w męski frak Marleną Dietrich, czyniąc z niej przy okazji symbol seksu lat 30 – tych. Były to początki kina dźwiękowego i jak się później okazało wielkiej filmowej kariery papierosa. Wydawać by się mogło, że film dźwiękowy, jako sam w sobie wyższy poziom kinematograficznego rozwoju, nie potrzebuje żadnych dodatkowych bodźców, aby widza do siebie przyciągnąć i dodatkowo jeszcze zachwycić. Nic bardziej mylnego.  

Aktorzy pozbawieni wsparcia fonii, opisywali zdarzenia, oddawali przeżycia i nastroje za pomocą gestu i mimiki, w wielu przypadkach, w fotograficzny wręcz sposób oddając stany i zawiłości ludzkiej psychiki. Niemy obraz skłaniał do większej uwagi, pobudzał wyobraźnię, trzymał w niepewności i napięciu, które rozwiać mogło dopiero pojawienie się planszy z napisami. Kino dźwiękowe, zwłaszcza w swych początkach, tak zachłysnęło się swym wynalazkiem, że na plan dalszy zepchnęło obraz. Problem z ich przyjęciem mieli zarówno przyzwyczajeni do kina niemego widzowie jak i sami aktorzy, którzy często ówczesne dialogi uważali za prymitywne i banalne. Spencer Tracy na przykład, sztukę grania w dźwiękowcu sprowadzał do „nauczenia się tekstu i uważaniu, by nie obijać się o meble”.

I tu na ratunek przyszedł Pan Papieros. Aż dziw bierze, ile papierosów wypalano w ówczesnych filmach. Krótkie nieme sceny, w których bohaterowie zapalają papierosa czy zaciągają się dymem, paradoksalnie zawierają najwięcej emocji. Wielki aktor, John Barrymore twierdził wręcz, że filmy dźwiękowe znieść można jedynie dzięki umiejętnemu manewrowaniu papierosami. „Opracowałem dwadzieścia sposobów zapalania oraz tyleż samo pozycji przy wypuszczaniu dymu. Ocaliłem kupę filmów w ten sposób, tytoń był lepszy od dialogu”. W dymie nikotynowym rozgrywały się najważniejsze filmowe sceny.

Marlon Brando

Marilyn Monroe

Papieros stworzył niezapomniane duety z Humpreyem Bogartem, Jamesem Deanem, Johnem Waynem, Marlonem Brando, wspomnianą Dietrich , Lauren Bacall i wieloma innymi wspaniałymi gwiazdami, które trudno wyobrazić sobie dziś bez tego atrybutu. Jego rola nie ucinała się jednak wraz z pojawieniem się napisów końcowych filmu. Był nieodłącznym elementem codziennego wizerunku gwiazd. Panom dodawał męskości i pewności siebie, sprawiając, że osobnik z petem w ustach wydawał się większym macho niż ten bezpardonowo obnoszący się z bronią, dla pań był zaś atrybutem niezależności, a często narzędziem budowania napięcia erotycznego – wszak w oparach dymu powłóczyste damskie spojrzenie nabierało nowej, hipnotyzujacej mocy. 

Artyści uwielbiali pławić się w tytoniowym kłębie. Ten mały dymek w tle był niektórym chyba równie niezbędny, co poklask i uwielbienie publiki. Bez niego nie mógł też obejść się Sinatra, który wielokrotnie popalał, nie tylko w filmach ale i na scenie. „One for my baby” – jeden z jego największych przebojów – bez smutnego, pijackiego dymka nie byłby już tą sama piosenką. Zdjęcia z papierosem zdobią liczne okładki jego płyt. Frank tajemniczy, zamyślony, rozmarzony, osamotniony, łobuzerski, cwany, Frank przegrany i Frank triumfujący – to Frank z papierosem. Frank prawdziwy. Wiarygodny. Bo pomimo całej filmowo – wizerunkowej otoczki, papieros nadawał gwiazdom ludzkiego wymiaru. Niby wielcy i niedostępni, a jednak swoi. Ze słabościami i niedoskonałościami jak każdy. I papierosem, którego można dostać za rogiem.

W dobie antynikotynowej wojny, wszechobecnych zakazów, piętnowania kilkudziesięcioletnich filmów i zdjęć jako propagujących ten niecny dla zdrowia i świata proceder, gwiazdy ( i nie tylko) skrzętnie ukrywają swój nałóg. I choć wciąż zdarza się, że papierosy grają w filmach, to przyłapanie z nim jest istnym skandalem, nie wspominając o paleniu na scenie. W czym mają się zatem pławić współcześni, politycznie przykładni celebryci? Otóż, okazuje się, że postęp wyszedł naprzeciw oczekiwaniom, konstruując e-papierosa. Można spróbować, ale dymek to będzie również nieco trujacy, a do tego przezroczysty, krótkotrwały i sztuczny. I choć zabrzmieć to może nieprozdrowotnie, niewychowawczo, a nawet niepolitycznie, to podsumowanie – jaki dymek taka gwiazda – samo ciśnie się na… palce.

 

 
Komentarze (6)

Napisane przez w kategorii z kina

 

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Szczygi

    30 grudnia 2013 o 20:16

    Przyłączam się do Twojej krucjaty o wolność papierosa. Mój kolega zwykł mawiać: „Co nam z tego że umrzemy zdrowi”?, a przecież piwo lubi dym.

    W Twoim tekście papieros wrócił z wielką (należną mu) klasą – tęsknię za czasami kiedy paliło się wszędzie – w biurze, urzędach czy kinach. Dziś nawet nie pamiętam jak to jest siedzieć w zadymionej knajpie.

    Nie wyobrażam sobie Sinatry czy Marka Hłasko bez pecika.

    Na koniec jeszcze kultowa scena w której rolę główną gra o dziwo… papieros:

    http://www.youtube.com/watch?v=Z9VQ089v9VQ

     
    • ~lamusinska

      30 grudnia 2013 o 20:47

      Właśnie się poczułam jak prawdziwy bojownik o nikotynową wolność;) Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że sama nie palę i nigdy nie paliłam, ale trochę niezrozumiała jest dla mnie ta cała idiotyczna nagonka, jakby papieros był największym złem tego świata i tylko od niego można było umrzeć. A kiedy się dowiedziałam o „wykasowywaniu” petów ze zdjęć i wycinaniu kultowych scen, tylko dlatego, że „propagują” palenie, to naprawdę mną szarpnęło. Istne bezczeszczenie sztuki. „Rejs” cały jest kultowy, szkoda że o nim zapomniałam.

       
  2. uglywriter

    3 stycznia 2014 o 00:06

    Wiele kultowych scen zagrano z papierosem:) Podobno doszło do tego, że od papierosów bardziej szkodliwe jest jedzenie, które kupisz w najbliższym spożywczaku czy markecie :)

     
  3. ~Aga

    7 stycznia 2014 o 22:17

    hehe, bardzo fajny, przewrotnie napisany tekst! Lubię to :)

     
  4. parson

    8 stycznia 2014 o 14:01

    Pozwolę sobie zachować odmienne zdanie. Skoro już poruszasz kwestie papierosa, który tak znakomicie prezentuje się na ekranie, dlaczego nie dodasz listy aktorów, którzy zmarli na raka płuc? Współcześni celebrycie natomiast nie mają nic ciekawego do zaoferowania światu i nawet największe cygaro tego nie zmieni. http://swiatlosekunda.blog.pl/2013/10/25/smoke-smoke-smoke-that-cigarette-but-not-over-here/

     
    • ~lamusinska

      8 stycznia 2014 o 21:34

      Ano dlatego właśnie, że poruszam kwestie papierosa, który tak znakomicie prezentuje się na ekranie, a nie kwestie zagrożeń płynących z palenia tytoniu. To nie jest blog o zdrowym trybie życia, medycynie ani statystykach śmierci. Jeśli kiedyś napiszę o samochodach w filmie, lub autach wielkich gwiazd, to pewnie też przy okazji nie dołączę listy aktorów, którzy zginęli w wypadkach samochodowych i nie będę przestrzegać pieszych i kierowców przed niebezpieczeństwami zeń płynącymi tudzież nieuwagą z ich strony. Zagrożenie płynące z jednego i drugiego jest chyba dla wszystkich jasne.